Czy można żyć bez Boga?

Martinus

Wersja do druku

Boga nie można poznać bezpośrednio, poprzez narządy zmysłów

Gdyby Bóg był taką samą żywą istotą jak sąsiad z naprzeciwka albo jakakolwiek inna żywa istota oraz gdyby Bóg, tak jak one, znajdował się w jakimś konkretnym miejscu, wtedy tak samo łatwo moglibyśmy się bez niego obejść, jak obchodzimy się bez jakiegoś tam człowieka żyjącego w Afryce, Australii, Ameryce czy Azji. Bóg nie znaczyłby dla nas nic więcej niż ten czy inny lew, łowca głów lub Pigmej z wnętrza Afryki, którego nigdy nie widzieliśmy ani nie mieliśmy z nim nic wspólnego. To, co kojarzy się nam z pojęciem „Bóg”, jest całkiem odmienne od istoty umieszczonej w jakiejś czasoprzestrzeni, przywiązanej do określonego miejsca. Bóg nie jest istotą, do której można pojechać albo którą można znaleźć na tej czy innej planecie lub w jakimś tam niebie. Bóg nie znajduje się w jakimś konkretnym miejscu, tak samo jak nie jest z natury ograniczoną istotą, pozostającą w izolacji od innych żywych istot. Dlatego nie można Boga ani zobaczyć, ani zmierzyć, ani zważyć w taki sposób, jak można zobaczyć, zważyć i zmierzyć człowieka, zwierzę, roślinę lub inne materialne stworzenia. Nie można poznać Boga bezpośrednio — wzrokiem, słuchem, węchem, smakiem czy dotykiem. Bóg jest poza zasięgiem percepcji poprzez fizyczne narządy zmysłów.

Wiara w Boga nie jest wytworem intelektu

Bóg jest to „Coś”, co dzięki swojej naturze niedostępne jest dla fizycznych zmysłów, lecz pomimo to ma dostęp do ludzkiej świadomości i łączy miliony ludzi żywą, niewzruszoną wiarą w swoje istnienie. Dlatego można powiedzieć, że Bóg oddziałuje na żywe istoty w całkiem inny sposób niż poprzez fizyczne zmysły.

U człowieka w prymitywnym stadium rozwoju oddziaływanie to powoduje powstanie wrodzonej skłonności, by wierzyć, że Natura z całą swoją różnorodnością form życia kierowana jest przez „Coś” żywego. Prymitywny człowiek tak samo jak zwierzę wierzy, że wszelki ruch jest przejawem życia. Na gruncie tej wiary, że wszystko jest żywe, stopniowo pojawiło się wyobrażenie o istnieniu Boga albo Opatrzności. Natura, oddziałując na żywe istoty, budzi u nich wiarę w istnienie Boga kierującego jej siłami. Owa skłonność nie jest wytworem intelektu. Cywilizowany, postępowy, inteligentny człowiek, którego charakteryzuje naukowe podejście do życia — w Boga nie wierzy. I właśnie dlatego to pytanie: „Czy można żyć bez Boga?” — w ogóle może się pojawić.

Wiara w istnienie Boga albo Opatrzności nie jest ludzkim wynalazkiem, ale wrodzoną cechą

Skoro wiara w Opatrzność nie jest wytworem intelektu, to może być tylko wrodzona. W ten sam sposób, jak każde ziarenko posiada zdolność wzrostu i stania się tą rośliną, której jest owocem. Tak samo każda żywa istota ma wrodzoną skłonność, by wierzyć, by przeczuwać, że wszystko, co istnieje, jest żywe i że stwórcą każdego ruchu jest żywa istota. Innymi słowy: każda żywa istota ma wrodzoną skłonność budzącą u niej w pierwszej kolejności wiarę w to, że wszystko, co ją otacza, jest żywe; a następnie, że każda forma życia jest przejawem obecności Boga. Wiarę tę mają też zwierzęta, choć są tego nieświadome, a dowodem wiary zwierząt w Opatrzność jest ich ryk w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Czym innym, jak nie wrodzoną skłonnością, by wołać o pomoc do nieznanego Boga, może być spowodowany ich ryk śmierci?

Jeżeli niewyposażona w intelekt istota ma wrodzoną skłonność, by przeczuwać istnienie Boga, to Bóg musi istnieć. Coś, co nie istnieje, nie może wywołać realnie istniejących zjawisk. Zanim zostanie rozwinięty jakiś talent i następnie jakaś umiejętność, musi istnieć jakieś „coś”, dzięki czemu ten talent może powstać. Wyłącznie dzięki światłu mamy oczy — byśmy mogli nimi patrzeć, tak jak bez istnienia dźwięku nie mielibyśmy uszu — by słyszeć. Wszystkie nasze zdolności i umiejętności powstały dzięki wcześniej istniejącej zewnętrznej przyczynie. Kiedy wszyscy bez wyjątku ludzie, w swoich prymitywnych stadiach rozwoju, skłonni są wierzyć w istnienie Boga, stwórcę wszystkich zjawisk w materialnym świecie, to ta skłonność jest tak rzeczywista, jak istnienie zmysłu wzroku czy słuchu. Podobnie jak zmysły wzroku i słuchu są niezaprzeczalnym dowodem istnienia światła i dźwięku, tak samo naturalna skłonność, by wierzyć w istnienie Boga, jest dowodem jego istnienia. Fakt, że koncepcja Boga, jaką mają istoty w prymitywnych stadiach rozwoju umysłowego, poddana ocenie wysoko rozwiniętego intelektu może wydawać się naiwna, nie czyni tej obserwacji mniej prawdziwą.

W pierwszych stadiach rozwoju inteligencji ludzie stają się niewierzący i bezbożni

By zrozumieć, jaka jest natura Opatrzności i jak kształtuje się jej istnienie, potrzebny jest rozwój całkiem nowej zdolności, mianowicie inteligencji. Ludzkość znajduje się właśnie w trakcie rozwoju zdolności intelektualnych. W pierwszym etapie rozwoju ludzie mieli skłonność do postrzegania rzeczywistości poprzez instynkt i emocje, do opierania światopoglądu na wierze i dlatego ich przekonania pozbawione były intelektualnej oraz logicznej stabilności. Następny etap ewolucji to rozwój inteligencji, dzięki której ludzie odkryją logiczną i absolutną wiedzę o Bogu. Inteligencja umożliwia ludziom szukanie wyjaśnień. Ponieważ w pierwszej fazie intelekt funkcjonuje tylko w powiązaniu z fizycznymi zmysłami, może stworzyć wyłącznie materialistyczną wiedzę. Dlatego też intelekt coraz bardziej wiąże człowieka z materią, czyli z tym, co daje się zważyć i zmierzyć. Rozwój intelektu powoduje powstanie zwątpienia, czyni ludzi sceptykami, tracą oni wiarę w Boga i stają się ateistami. Gdy intelekt bada wyłącznie zjawiska fizyczne, wtedy oddala ludzi od poznania absolutnych aspektów egzystencji. Ludzie zaczynają wierzyć, że wszystko jest dziełem przypadku, a człowiek najwyższą formą życia.

Ateizm zawiódł ludzkość do piekła, jakim jest „wojna wszystkich przeciw wszystkim”

Dzięki intelektowi, który jest fundamentem nauki materialistycznej, człowiek zapanował nad miliardami koni mechanicznych, a nie mając możliwości kontaktu z Opatrznością i dostrzeżenia logiki w boskim planie stworzenia świata, stał się najbardziej morderczą z istniejących istot. Wojny, kalectwo, nienawiść i prześladowania idą jego tropem. Tak oto ta wysoko rozwinięta istota brodzi w moralnym bagnie i kurczowo trzyma się absolutnie martwych rzeczy: pieniędzy, złota i dóbr materialnych. Umiejętność bogacenia się „nabiera wiatru w żagle”. Widoczne jest, że człowiek w tym stadium rozwoju nie kieruje się względami moralnymi, innymi słowy, nie bierze pod uwagę dobra bliźniego. Właśnie by zapewnić sobie bezpieczeństwo przed bliźnim, nie przestaje walczyć o złoto i dobra materialne. Wcześniej, gdy był w potrzebie, szukał pomocy u Opatrzności, u Boga — poprzez wiarę i modlitwę. Dzisiaj stara się zapewnić sobie bezpieczeństwo przez zdobywanie bogactw, których w żaden sposób nie potrafi wypuścić z rąk — z jednym wyjątkiem: gdy inwestując, liczy na pomnożenie swojego bogactwa. Obecnie człowiek dysponuje swoim majątkiem nie po to, by pomóc bliźniemu, ale wyłącznie po to, aby się wzbogacić. Taki stosunek do życia spowodował nastanie dawno przepowiedzianej „wojny wszystkich przeciw wszystkim”.

Nawet najlepsza i najbardziej efektywna broń nie jest w stanie zastąpić człowiekowi intymnych relacji z Bogiem

W wojnie tej materialne środki, takie jak śmiercionośna broń, pieniądze, dobra materialne i złoto, przejęły zadanie spełniane przedtem przez wiarę w Opatrzność, którego celem jest zapewnienie ludziom poczucia bezpieczeństwa. Wszystkie te materialne środki stały się współczesnymi bożyszczami i będą poddane próbie. Okazuje się, że nawet bomba atomowa ani wodorowa nie potrafią zastąpić ludziom wiary w Boga, wiary w Opatrzność. Ludzie przekonają się, że pokój na Ziemi nie będzie możliwy bez poznania prawdziwego oblicza Boga. Bożyszcza w postaci śmiercionośnej broni, pieniędzy, dóbr materialnych, pozycji społecznej etc. muszą stać się wartością drugorzędną w życiu człowieka. Poznanie prawdziwego, żywego Boga, zrozumienie logicznego kierowania światem, zrozumienie, że wszystko jest żywe i że każda forma życia jest subtelnym przejawem świadomości oraz zwieńczeniem inteligentnego planu stworzenia, musi stać się powszechnie znanym i uznanym faktem w ramach poddającej się kontroli nauki. Tylko taka nauka może uwolnić człowieka od pogaństwa polegającego na opieraniu życia na materialnych wartościach.

Boga nie można zobaczyć ani poznać w formie, postaci czasoprzestrzennej

Jaki jest Bóg? Czy znamy w naszym codziennym życiu namacalne i nie do podważenia dowody egzystencji Boga? Bóg nie istnieje w izolacji od wszystkich innych żywych istot i dlatego nie jest ograniczony czasem, przestrzenią czy miejscem. Dlatego nie możemy Boga zobaczyć tak samo, jak widzimy wszystkie inne żywe istoty w formie i postaci czasoprzestrzennej. My sami manifestujemy się, przybierając formę, postać, fizyczne ciało pozostające w izolacji od innych istniejących organizmów. Na ogół uważamy, że nasz organizm to my sami, i identyfikujemy się z naszym ciałem. Dlatego postrzegamy siebie samych jako osoby mieszkające w jakimś określonym miejscu, mające określony kolor włosów czy skóry, określone wymiary ciała, wagę, wiek etc.

W rzeczywistości nasza wieczna jaźń doświadcza poprzez nasz organizm tylko tymczasowych i przemijających relacji pomiędzy nami samymi a wszystkimi innymi istniejącymi zjawiskami i istotami. Postrzegamy naszą odmienność i to, co nas różni od innych istot i rzeczy, i doświadczamy tego wszystkiego. Postrzeganie odmienności i różnic jest dla nas tożsame z doświadczaniem życia. Jednakże żywej istoty zwanej Bogiem nie możemy w ten sam sposób zobaczyć czy poznać jako postaci odizolowanej od wszystkich innych, ponieważ Bóg mieści w sobie wszystkie postacie. Wszystkie organizmy, wszystkie żywe istoty są częścią organizmu Boga. Siły natury i wszystko to, co łącznie nazywamy Kosmosem, Wszechświatem, stanowi całkowity organizm Boga. Wszystko, co nas otacza, jest manifestacją Boga, Jego postacią, Jego sposobem przejawiania się, Jego tworami i Jego sposobem doświadczania życia. Wszechświat jest więc ciałem Boga, Jego organizmem. Wszechświat jest żywą istotą. To właśnie leży u podstawy prastarych słów: W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.

Wszechświat nie jest martwym kolosem, ale organizmem żywej istoty

W pierwszej chwili może się nam wydawać, że to stwierdzenie jest całkowicie niedorzeczne. W jaki sposób Wszechświat miałby stać się żywą istotą? Oczywiście można wyznawać pogląd, że wszystkie siły natury, każdy ruch i proces twórczy są martwe, są dziełem przypadku — ale wtedy wszystkie istoty żyjące we Wszechświecie musiałyby przebywać w martwej przestrzeni. Wszechświat byłby wtedy martwy, byłby obumarłym kolosem. Czy jednak taki światopogląd jest zgodny z faktami dającymi się obserwować w codziennym życiu? Jeżeli Wszechświat rzeczywiście byłby martwy, to musiałaby panować w jego obszarze absolutna cisza. A jest wprost przeciwnie, wszystko jest w wiecznym ruchu.

Absolutna cisza nie istnieje w obszarze zamanifestowanego Wszechświata. Siły natury, ruch i procesy twórcze w najwyższym stopniu są świadectwem logiki w boskim planie stworzenia, bowiem nie istnieje w Naturze żaden w pełni rozwinięty proces, który nie byłby pożyteczny dla żywych istot. Fakt ten dowodzi, że musi istnieć jakiś cel albo zamiar, któremu te procesy służą. Skoro istnieje cel procesów twórczych, to musi też istnieć ktoś, kto chce osiągnąć ten cel. Osiągnięcie celu jest życzeniem, a życzenie może powstać tylko u żywej istoty. Ponieważ jej organizmem jest Wszechświat, to nic dziwnego, że myśl i pogląd ten po raz pierwszy przekazany człowiekowi ziemskiemu — będącemu w stosunku do tej gigantycznej manifestacji życia tylko pyłkiem, mikroskopijną istotą — jest tak niewiarygodnie fantastyczny, że wydaje się mu wprost naiwny i tym samym nie do zaakceptowania.

Żywa istota składa się z żywych istot

Jeżeli Wszechświat rzeczywiście jest taką gigantyczną żywą istotą, to jakie ma to znaczenie dla człowieka ziemskiego, który pomimo wszystkich swoich umiejętności i zdolności jest mały jak pyłek albo nawet jeszcze mniejszy w stosunku do Wszechświata? Czy ma sens założenie, że poprzez modlitwę człowiek może zwrócić się do tej gigantycznej istoty i zostać przez nią wysłuchany? Przecież ta niezmiernie wielka istota nie czeka, by wysłuchać każdej modlitwy i by się nią zająć. A nawet gdyby tak było, to jak mogłaby zrozumieć miliony modlitw wszystkich religijnych ludzi z całego świata, które równocześnie się do niej unoszą? Tutaj muszę podkreślić, że ta gigantyczna istota nie jest od wszystkich żywych istot odizolowana i nie znajduje się w jakimś konkretnym miejscu. Wszystkie żywe istoty stanowią razem pewną część organizmu tej ogromnej istoty. Ilustracją tej struktury zawierającej bogactwo różnych form życia jest obraz, w którym żywe istoty mieszczą w sobie mniejsze żywe istoty, są zbudowane z nich. (Struktura ta jest przedmiotem analizy symbolu „Zasada jedności życia nr 7” w książce „Det evige verdensbillede I”).

W jaki sposób nabiera sensu wielki proces twórczy, który nazywamy „Naturą”

Skoro każdy ruch jest przejawem życia, to faktem staje się teza, że nasz organizm zbudowany jest z niezmiernie wielkiej liczby mikroskopijnie małych żywych istot, które w naszej krwi, tkance mięśniowej, gruczołach, krótko mówiąc — w całej tej materii, z której zbudowane jest nasze ciało, doświadczają swojego codziennego życia i istnienia. To właśnie suma żyć wszystkich tych indywidualnych mikroistot czyni nasz organizm żywym i warunkuje, że możemy odczuwać ból albo dobre samopoczucie, zdrowie albo chorobę. Wszystkie rodzaje ruchów znajdujące miejsce w naszym organizmie, takie jak: obieg krwi, oddychanie, trawienie, funkcje gruczołów etc., są dla tych małych istot siłami natury. Nasz ustrój jest dla nich światem z własnym klimatem, temperaturą, możliwościami odżywiania i warunkami życia. Z tego punktu widzenia to, co nazywamy siłami natury, czyli oceany, warunki klimatyczne, sztorm i cisza, słońce i deszcz, dzień i noc, lato i zima etc., w ten sam sposób jest w stosunku do nas funkcją organizmu gigantycznej istoty. Cała manifestacja energii twórczej, jaką widzimy dookoła siebie w Naturze, ma sens, bowiem bez niej nie moglibyśmy doświadczać życia w materialnym świecie. Można powiedzieć, że Natura nie jest ogromną kombinacją przypadkowych martwych energii, a Wszechświat nie jest martwym kolosem. Nasz pogląd na życie nie będzie oddawaniem czci martwemu kolosowi, ale u jego podstawy będzie leżało spostrzeżenie żywej istoty, która nie znajduje się w określonym miejscu, nie jest ani w górze, ani na dole; ani z przodu, ani z tyłu, ale po prostu istnieje w taki sposób, że my w tej żywej istocie żyjemy, poruszamy się i jesteśmy niezależnie od tego, gdzie znajdujemy się na Ziemi albo we Wszechświecie.

Jak teza, że „wszystko jest żywe”, staje się naukowym faktem

Gdy obserwujemy swój własny organizm, widzimy, że zbudowany jest z żywych mikroistot. Znajdują się one w odpowiednim dla siebie makroorganizmie, poprzez który są w stanie doświadczyć właściwego dla siebie życia. Mikroskopijne istoty mają także swój mały organizm, zbudowany z jeszcze mniejszych, ultramikroskopijnych żywych istot — i zjawisko to powtarza się w nieskończoność. W ten sposób powstaje struktura charakteryzująca się tym, że mniejsze żywe istoty istnieją wewnątrz większych żywych istot. Struktura ta występuje wszędzie w naturze i w życiu. Pogląd, że ludzie stanowią szczyt i zakończenie tej struktury i tym samym oni sami nie istnieją jako żywe istoty w większej istocie, nigdy nie zostanie potwierdzony. Natomiast przekonanie, że w taki sam sposób jak nasze mikroistoty istnieją wewnątrz nas, my istniejemy w większej istocie, będzie uzasadnione i potwierdzone jako fakt naukowy. Tym samym stanie się zrozumiałe, dlaczego proces twórczy, zachodzący wszędzie w naturze, odznacza się tą samą logiką i ma ten sam cel, co proces twórczy zachodzący w naszym organizmie. Dzięki temu twierdzenie, że wszystko jest żywe, też staje się naukowym faktem.

Istnieje wzajemna komunikacja między mikroistotami a jaźnią w organizmie

Stopniowo, wraz ze wzrostem zrozumienia, że wszystkie żywe istoty są mikroistotami w gigantycznym organizmie żywej makroistoty, która w swojej najwyższej formie jest dla nas Kosmosem albo Wszechświatem, będzie nam łatwiej zrozumieć rzeczywistą naturę Boga. Na podstawie naszego własnego przykładu wiemy, że istniejemy w nim jako jaźń, która włada i kieruje swoim organizmem. W ten sam sposób w organizmach mikroistot muszą istnieć jaźnie władające i kierujące nimi. Staje się to oczywiste, ponieważ właśnie obecność jaźni w organizmie jest głównym warunkiem, by organizm mógł stać się żywą istotą. Powszechnie uznany jest fakt, że wszystkie reakcje organizmu w normalnych warunkach odbierane są przez jaźń. Nasza jaźń błyskawicznie odczuwa ból, gdy któraś część organizmu zostanie skaleczona czy inaczej uszkodzona. W ten sam sposób odbiera ona dobre samopoczucie, gdy naszemu organizmowi wydarzy się coś przyjemnego. Gdy odczuwamy ból, nasza jaźń próbuje usunąć jego przyczynę. Naturalnie w ten sam sposób próbuje ona znaleźć dla naszego organizmu takie warunki, w których mamy dobre samopoczucie. Wrażenie bólu i dobrego samopoczucia są sumą reakcji żyjących w organizmie mikroistot na ogólny jego stan. Nasz organizm jest obszarem życia dla mikroistot, jest ich Kosmosem. Ich reakcje przesyłane są do jaźni organizmu, która na ogół dba o niego i reaguje na jego korzyść. W ten sposób istnieje wzajemne oddziaływanie i komunikacja pomiędzy mikroistotami w organizmie a jego jaźnią.

W jaki sposób Opatrzność istnieje jako realna rzeczywistość

Gdy jaźń normalnej istoty stara się usunąć przyczyny cierpienia i bólu swoich mikroistot — ponieważ ona też odczuwa ten ból — jest w ten sposób „Opatrznością” dla mikroistot żyjących w jej organizmie. Staje się dla nas oczywiste, że to, co się kryje pod pojęciem „Opatrzność”, nie jest czystym tworem fantazji, ale realnym faktem. Wszystkie żywe istoty są mikroistotami w makroorganizmie, każda jaźń organizmu jest więc chroniącą te mikroistoty Opatrznością. Absolutnie żadna żywa istota nie może istnieć bez ochrony Opatrzności. Dlatego obowiązują znane słowa:

Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki,
zamieszkał na krańcu morza:
tam również Twa ręka będzie mnie wiodła
i podtrzyma mię Twoja prawica.

Różnica między percepcją zmysłową makroistoty a mikroistoty

W jaki sposób relacja z Bogiem, której punktem wyjściowym jest wiara w Boga, może się przekształcić w osobisty kontakt z Bogiem dla każdej z osobna istoty? Można zadać pytanie: czy ma sens, by jakakolwiek istota modliła się i zwracała się z prośbą do makrojaźni, czyli inaczej do tej istoty, której organizm jest dla niej Kosmosem, w którym ona żyje, ze swoimi troskami i zmartwieniami? Czy te modlitwy nie będą dla makrojaźni niezrozumiałe, ponieważ znajdują się poza zasięgiem jej percepcji zmysłowej? Jak mogłaby gigantyczna makroistota zająć się indywidualnym obszarem zainteresowań każdej z osobna mikroistoty? My nie możemy osobiście rozmawiać z każdą mikroistotą żyjącą w naszym ustroju, z każdą komórką naszego organizmu. To prawda, że rozmowy i świadoma interakcja pomiędzy makroistotą a jedną z jej mikroistot, będące tym samym, co rozmowy oraz świadoma interakcja pomiędzy Bogiem a synem Bożym, nie mogą odbyć się w dokładnie ten sam sposób, jak pomiędzy dwojgiem ludzi. Ci ostatnio wymienieni są istotami tego samego rodzaju. Mają te same zmysły, doświadczają czasoprzestrzeni w tej samej perspektywie, w której mogą nawzajem rozumieć swoje pragnienia i potrzeby, swoje koleje życiowe, swoje sposoby bycia i postępowania i tym samym, w najlepszym przypadku, mogą przeżyć życie w pięknej harmonii i wzajemnym zrozumieniu. Wspólne doświadczanie tej samej perspektywy życiowej i tego samego światopoglądu w najwyższej, altruistycznej formie tworzy fundament tego, co nazywamy „miłością”. Ale relacja między żywą istotą a Bogiem jest w swojej zewnętrznej strukturze całkiem inna. Jak już wspomniałem, jest to interakcja pomiędzy mikroistotą a makroistotą. Każda z nich ma swoje narządy zmysłów, a są one tak odmienne, jak to w ogóle jest możliwe. Z tego powodu perspektywa czasoprzestrzeni doświadczana przez te dwie istoty będzie tak samo różna. Makroistota z punktu widzenia mikroistoty jest tak wielka, że jest przez nią nie do ogarnięcia. A z punktu widzenia makroistoty mikroistota jest tak znikomo mała, że znajduje się poza zasięgiem postrzegania poprzez fizyczne zmysły.

Dlaczego osobista komunikacja między żywą istotą a Bogiem nie wygląda na możliwą

Z punktu widzenia człowieka, który postrzega świat tylko fizycznymi zmysłami, świadoma komunikacja z Bogiem i wymiana z Nim zrozumiałych dla obu stron myśli wygląda na całkowicie niemożliwą. Spowodowane jest to wyłącznie tym, że niedoskonałemu człowiekowi brakuje umiejętności spojrzenia w głąb, poza horyzont swego dziennego obszaru dostępnego dla jego zmysłów. Ze swojej perspektywy widzi tylko powierzchnię rzeczywistości. Nie widzi on nawet, że sam żyje w makroistocie i że procesy twórcze w jego naturalnym otoczeniu są funkcjami organów makroistoty. Także jego percepcja i zrozumienie wszystkich pozostałych istot, jakie spotyka w naturze i życiu — w tym również innych ludzi — jest pełna braków i jest niedoskonała. Ludzie postrzegają wszystkie żywe istoty, także samych siebie, jako żyjące w czymś, co nazywają „Naturą”. Niedoskonałość ich światopoglądu wynika z faktu, że nie znają, nie rozumieją tej Natury. Myślą, że jest to pozbawiony własnej świadomości świat, że kosmos jest martwy i całkowicie zdany na ślepą grę przypadków, pomimo że wszystko, co ich otacza, odznacza się logiką, podlega rozumnemu kierownictwu, tak doskonałemu, że żadna, najmniejsza nawet rzecz nie jest marnowana w twórczym procesie znajdującym miejsce w Naturze. Wszystkie procesy przebiegają cyklicznie, a ich rezultaty są pożyteczne. Każdy twórczy proces, jeżeli tylko będzie mógł przebiec cały swój cykl, staje się błogosławieństwem dla żywych istot i przynosi im pożytek oraz radość. Bowiem istnieje rozumna jaźń, która myśli, troszczy się o swoje organy i ochrania je. Jaźń ta kieruje siłami natury będącymi przejawem funkcjonowania organów jej organizmu. Takie same relacje łączą naszą jaźń z naszymi organami wewnętrznymi. W ten sam sposób nasza jaźń ma pod swoją pieczą nasze organy wewnętrzne i funkcje organizmu. Jaźń dba o nie, ochrania je, kieruje nimi i rejestruje ich samopoczucie. Chociaż myśl ta mogła już pojawić się w umyśle człowieka, to można powiedzieć, że fakt ten dla ogółu pozostaje jeszcze całkowicie nieznany.

Jak Bóg budował i niszczył ludzkie cywilizacje

Cały proces twórczy, jaki widzimy w naszym naturalnym otoczeniu, jest dokonywany przez widoczne i niewidoczne żywe istoty — są one organami twórczymi w procesie tworzenia. Charakterystyczny dla jaźni makroistoty jest fakt, że ma ona zamiar, dystans i przegląd sytuacji oraz jest w kontakcie z mikroistotami, czyli z organami twórczymi żyjącymi w jej własnym organizmie. Wielka Jaźń, czyli Bóg, jest animatorem życia wszystkich mikroistot i motywatorem podejmowanych przez nie decyzji życiowych. W ten sposób każdy człowiek jest też mikroistotą i istnieje w ścisłym związku z makrojaźnią. Wcześniej już nadmieniłem, że my sami i nasz organizm znajdujemy się w makroorganizmie. Według tej zasady my sami jesteśmy też makrojaźnią dla wszystkich mikroistot znajdujących się wewnątrz naszego organizmu. Gdy dzieje się coś nieprzyjemnego w którymkolwiek miejscu naszego organizmu, natychmiast reagujemy. Oznacza to, że nasze jestestwo, nasza jaźń reaguje na nieprzyjemne odczucie w taki sposób, by usunąć jego przyczynę. Jeżeli jest to konieczne, idziemy do lekarza czy szpitala, by wyleczyć chore miejsce. To, co odczuwamy jako coś nieprzyjemnego, np. ból, jest stanem nieszczęścia psychicznego albo fizycznego mikroistot istniejących w chorej części naszego organizmu. To właśnie sumę energii ich bólu, smutku, cierpienia odczuwamy jako nasz ból. Poprzez ten ból zostaje nam, naszej jaźni zwrócona uwaga na chorobę, a następnie pod wpływem tego sygnału pojawia się w naszych myślach chęć, pragnienie niesienia pomocy choremu miejscu. Energie w falach myślowych docierają do tych chorych mikroistot i tworzą w nich siłę uzdrawiającą zarówno ciało, jak i ich ducha.

Tak samo dzieje się, kiedy ludzie cierpią. Są oni, jak już wcześniej nadmieniłem, pod opieką jaźni makroistoty. Jej jaźń w identyczny sposób odczuwa cierpienie swoich mikroistot i przesyła strumień kosmicznych energii do cierpiącego miejsca. Tam zostaje on przetworzony na częściowo fizyczne, a częściowo umysłowe energie, co oznacza, że zostaje przetworzony na myśli, mądrość i poradę. Właśnie takie kosmiczne fale myślowe są źródłem duchowej energii dla zbawców, proroków i innych kierujących się głosem intuicji ludzi. W ten sposób makrojaźń, czyli w tym wypadku Bóg, przyczynia się do budowy i do niszczenia różnych cywilizacji w zależności od tego, czy służą one rozwojowi ludzkości. Podobnie jak makrojaźń może pomóc każdej swojej mikroistocie, w ten sam sposób Bóg pomaga każdemu człowiekowi.

Gdy człowiek modli się do Boga

Gdy modlimy się do Boga, słyszy on naszą modlitwę poprzez duchowe, w bezcielesnej postaci istoty, które w tej sytuacji stają się dla nas rodzajem „opiekuńczych aniołów”. Bóg także odpowiada na nasze modlitwy poprzez te istoty. Dzieje się to w taki sposób, że bezcielesne istoty z poziomu duchowego świata inspirują ludzi żyjących w świecie materialnym do udzielenia pomocy modlącemu się człowiekowi. Pomoc nie zawsze będzie taka, o jaką modlący się prosi. Nie zmienia to jednak faktu, że pomoc zawsze i bez wyjątku będzie tym, czego modlący się syn Boży właśnie potrzebuje. Jeżeli on w danej sytuacji nie może zostać uwolniony od cierpienia, to przecież zawsze — dzięki swojej modlitwie — otrzyma energię i siłę potrzebną do przejścia przez swoje cierpienia. (Analiza tego zagadnienia zawarta jest w mojej książce „Tajemnica modlitwy”).

Osobiste bezpośrednie wzajemne oddziaływanie i kontakt z Bogiem

W rzeczywistości każda makroistota komunikuje się bezpośrednio ze swoimi mikroistotami. Ponieważ makroistota dla mikroistot, które żyją w jej organizmie, w zasadzie jest Bogiem, można powiedzieć, że komunikacja między Bogiem a żywymi istotami odbywa się bezpośrednio. Wszystkie żywe istoty stanowią narządy zmysłów Boga oraz są organami, poprzez które Bóg się przejawia, manifestuje swoją egzystencję. Z tego powodu każde działanie Boga, każda wprawiana przez Niego w ruch energia oraz wszystkie procesy twórcze realizowane są wyłącznie poprzez żywe istoty. One są Jego narządami zmysłów oraz stanowią wszystkie istniejące rodzaje świadomości — od prymitywnych do najwyższych, kosmicznie intelektualnych istot. Dlatego Bóg w rzeczywistości może bezpośrednio uświadomić danego człowieka w dowolnym temacie, przekazując swoją myśl jakiejkolwiek żywej istocie poprzez podobną do niej inną istotę. Gdy Bóg chce przekazać impulsy świadomości lwom, dzieje się to poprzez lwy. Kiedy ma on przekazać mentalną energię tygrysom albo innym zwierzętom, staje się to dla każdego gatunku poprzez inne osobniki z danego gatunku.

Gdy Bóg chce przekazać jednym ludziom jakieś szczególne myśli, dzieje się to poprzez innych ludzi, którzy znają ich i komunikują się z nimi. Widzimy, że interakcja między żywymi istotami poprzez słowa i czyny nie należy wyłącznie do ich własnej sfery zainteresowań, ale też jest sprawą między nimi a Bogiem. Nasz stosunek do innych istot oraz ich stosunek do nas są to, z duchowego punktu widzenia, relacje między nami a Bogiem, obojętnie czy my o tym wiemy, czy nie. Cokolwiek uczynilibyśmy bliźniemu, czynimy to narządom zmysłów i organom manifestacji Boga, a więc w ten sposób — samemu Bogowi. Cokolwiek nasz bliźni uczyniłby nam, jest to tym samym odpowiedzią Boga na nasze uczynki i nasz sposób postępowania.

Gdyby Boga nie było wszędzie i we wszystkim

Skoro naturalny dla nas sposób postępowania, nasz stosunek do otoczenia i ludzi jest tożsamy z naszym stosunkiem do Boga, to wystarczy, by niedoskonały człowiek najszybciej jak to tylko możliwe stał się mistrzem w przemianie swojego sposobu postępowania, by żyć całkowicie w zgodzie z wolą boską, co można osiągnąć tylko dzięki miłowaniu bliźniego swego jak siebie samego. To, co czynimy bliźniemu, czynimy właśnie Bogu. A życie w kontakcie z Bogiem jest doskonałym wypełnieniem Prawa. Biblijne słowa: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili — staną się realnie akceptowaną prawdą. Jak już wiemy, Bóg jest i wewnątrz nas, i na zewnątrz nas, jest w naszym bliźnim, jest wszędzie i we wszystkim. Najszybsza droga do kosmicznej świadomości, do wiecznego światła wiedzie poprzez poznanie Boga w naszych nieprzyjaciołach.

Ponieważ gdyby Boga nie było wszędzie i we wszystkim, nie istniałoby życie, nie byłoby też żadnego jego przejawu. Żadna istota nigdy nie zaistniałaby jako żyjąca istota. Doświadczanie życia byłoby niemożliwością. Tam, gdzie dzisiaj kwitnie i rozwija się życie, zalegałaby wieczna pustka, wieczna absolutna nicość. A przecież jest zupełnie odwrotnie. Życie jest faktem. Dlatego śmierć jest niczym innym niż tworem fantazji, stojącym w kontraście do naszego wiecznego życia w promienistej glorii Boga.

Tytuł oryginału: „Kan man leve uden Gud?”. Publikacja w biuletynie „Kosmos” nr 8/1992. © Martinus Institut 1981. Przekład: Tadeusz Hynek.

Retoryczne pytanie: Czy można żyć bez Boga?

Retoryczne pytanie: Czy można żyć bez Boga?


Udostępnij